Co prawda jeszcze zima w pełni i nie myślimy o letnich sukienkach i strojach kąpielowych. Jednak ani się obejrzymy, kiedy zrobi się cieplej, a my zechcemy zrzucić z siebie kilogramy zimowych ubrań. Miło byłoby wtedy zachwycić otoczenie nienaganną sylwetką. Jednak słowo dieta u większości z nas wywołuje nieprzyjemne odczucia. Kojarzy się z wyrzeczeniami, poczuciem straty i ciągłymi porażkami. No, więc jeśli nie dieta to co? Jak sprawić, żeby wskazówka wagi nie szła w górę a jeszcze lepiej, żeby spadała? Odpowiedź jest prosta. Trzeba trwale zmienić nawyki i to nie tylko te dotyczące jedzenia. Wielu z nas nie uświadamia sobie, że często pozornie niezwiązane z posiłkami sprawy odbijają się na naszej wadze. Dowiedzmy się więc o czym mowa?

Nieregularne posiłki



Któż z nas nie ma na sumieniu pominiętego śniadania, bo drzemki w telefonie były takie pociągające. Ok, każdemu może się zdarzyć. Jednak jeśli będziemy tak robić często, to odbije się niechybnie na naszej wadze. Nie powinniśmy także omijać posiłków w ciągu dnia, bo duże odstępy czasowe sprzyjają tyciu. Sprawiają także że zamiast konkretnych posiłków jemy bezwartościowe, wysoko kaloryczne śmieci a gdzie nas to doprowadzi, wszyscy jesteśmy świadomi. Potem wieczorem rzucimy się na dużą kolację, którą nasz organizm będzie trawił w nocy, zamiast odpoczywać. Jedzmy więc 5 posiłków dziennie, zachowajmy między nimi odpowiednie odstępy i pamiętajmy, że jeśli już chcemy coś podjadać to najlepiej świeże warzywa i owoce.

Brak ruchu

Badania pokazują, że incydentalnie sport uprawia 48% Polaków, ale regularnie już tylko 5%. Prawda jest taka, że duża część z nas prowadzi bardzo siedzący tryb życia. Siedzimy w pracy, siedzimy w samochodzie, siedzimy w domu przed telewizorem. Kiedy mamy przejść kilkaset metrów do sklepu jedziemy samochodem, bo przecież od tego jest. Zawsze znajdziemy sobie dwa miliony wymówek, żeby się nie ruszać. A to pogoda nie taka, a to nie mamy siły, a to mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. A co może być ważniejsze od własnego zdrowia? Nie ma się co oszukiwać, jeśli się nie ruszamy, to będziemy chorować i tyć. Od tej reguły nie ma wyjątków. Dlatego znajdźmy sobie aktywność fizyczną, którą lubimy i uprawiajmy ją regularnie. Nieważne czy to będą spacery, bieganie, joga czy siłownia. Grunt, że ruszymy się z kanapy. Możemy na tym tylko zyskać.

Nadmiar kalorii w diecie

Żyjemy szybko, pracujemy dużo i każdego dnia mamy wiele na głowie. I tym usprawiedliwiamy sobie naszą niezdrową wysokokaloryczną dietę. Nie mamy czasu na zdrowe gotowanie, bo przecież tyle rzeczy jest do zrobienia. No i sięgamy po niezdrowe przekąski, ociekające tłuszczem fast foody, słodycze, bo są dostępne zawsze i wszędzie. Takie jedzenie błyskawicznie wchodzi nam w nawyk i dochodzi do tego, że nie umiemy sobie odmówić kolejnego hamburgera czy batonika. Ok, wszystko jest dla ludzi, ale czasami, incydentalnie, z umiarem. Niech to nie będzie podstawa naszej diety, bo skończymy na diecie.

Stres

Można by w pierwszym momencie pomyśleć: co stres może mieć wspólnego z tyciem? A ma i to całkiem sporo. Stres podnosi poziom hormonu zwanego kortyzolem, ten zaś stymuluje produkcję glukozy. Jej nadmiar odkłada się jako tkanka tłuszczowa szczególnie w okolicy brzucha, czyli w obszarze, w którym bardzo często tyjemy na samym początku. Dodatkowo w stresie znacznie więcej podjadamy, bo staramy się „zajeść” negatywne emocje, smutek, zdenerwowanie. Starajmy się więc możliwie ograniczać sytuacje stresowe w naszym życiu nie tylko z powodu zdrowia, ale także dla smukłej sylwetki.