Żyjemy w czasach niesamowicie dużego postępu technologicznego. Niestety często płacimy za niego wysoką cenę, ponieważ walutą jest nasze zdrowie. Dzięki powszechnemu postępowi nasze życie wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze 20-40 lat temu, choć często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. Człowieka współczesnego można by z powodzeniem nazwać „budynkowym”, ponieważ znaczną część swojego dnia i życia spędza on w budynkach bez dostępu światła słonecznego.

My a nasi przodkowie

Nasz styl życia skrajnie różni się od tego, jaki prowadzili np. ludzie w czasach prehistorycznych. Badania pokazują, że współczesny człowiek mający do dyspozycji mnóstwo udogodnień tj. samochody, windy, komunikacja miejska samodzielnie porusza się każdego dnia między 600 a 800 metrów! Dla porównania bardzo dawni przodkowie pokonywali codziennie pieszo około 20 kilometrów. Nic więc dziwnego, że nie mieli problemów z nadwagą i odpowiednią ilością promieni słonecznych. Podobnie sprawa ma się z różnorodnością naszego pożywienia. Jemy zaledwie 30 procent tego, co jedli ludzie pierwotni. No tak, ale my przecież mamy żywność przetworzoną, więc jest szybko, wygodnie i...niezdrowo.

Jeśli kiedykolwiek zniknie słońce, zniknie także życie na naszej planecie. To ono wspiera każdą formę życia na ziemi i wytwarza niezbędne wszystkim organizmom żywym ciepło. To słońce sprawia, że żyjemy i mamy co jeść. Wszyscy o tym wiemy, nie jest to wiedza tajemna dostępna tylko dla wybranych. Tym bardziej dziwi więc fakt, że każdego dnia w pełni świadomie wykluczamy słońce z naszego życia. Często promienie słoneczne uważamy nie za sprzymierzeńca a za wroga, który wpływa na powstawanie raka skóry.

Uwielbiane słońce

A przecież nie zawsze tak było. W starożytnym Egipcie, Grecji oraz kulturze Inków słońce było wielbione jako bóstwo. Także dawna medycyna wspominała o leczeniu promieniami słonecznymi. Niewiele osób wie, że w Imperium Rzymskim mieszkańcy budowali swoje domy tak, aby na dachu zawsze znalazło się miejsce do zażywania kąpieli słonecznych. Kolejne wieki na przemian wykluczały i włączały terapie związane ze słońcem do swojego życia. W czasach wielkiego uprzemysłowienia, kiedy spora liczba pracowników została zatrudniona w halach produkcyjnych bez dostępu światła, powszechnie stosowane były wakacyjne wyjazdy na wieś, aby złapać nieco promieni słonecznych. Nawet w naszym kraju pamiętamy jeszcze instytucję „wczasów pod gruszą”, w ramach których firmy refundowały pracownikom prywatny wyjazd poza miasto do rodziny czy znajomych.

Leczenie promieniami słonecznymi pomału traciło na znaczeniu wraz z rozwojem farmacji. Przecież skoro większość chorób można wyleczyć lekami to, po co korzystać ze słońca. Ekspozycja na promienie słoneczne zaczęła mieć jeden cel – opaleniznę. Która przecież w zasadzie jest efektem ubocznym napromieniowania słonecznego – nasza skóra w ten sposób broni się przed nadmiarem słońca, odkładając pigmenty. Niestety często podczas opalania nie bierze się pod uwagę słów dawnego mistrza medycyny Paracelsusa „Tylko dawka czyni truciznę”, ponieważ to nie samo słońce jest problemem, ale nasze nieumiejętne z niego korzystanie.

Jak to działa?

Do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku witaminę D łączono tylko i wyłącznie z przemianą materii w kościach i występującą wśród dzieci krzywicą. Kiedy jednak odkryto rolę aktywnej witaminy D – kalcytriolu, rozpoczęto badania na szeroką skalę, które miały wskazać na dokładne jej działanie w naszych organizmach. To doprowadziło do odkrycia receptorów witaminy D (VDR) w naszych komórkach. Receptory te występują np. w naszych ścianach komórkowych i stanowią tam swoistego rodzaju zawór bezpieczeństwa, który otwiera się, tylko przy pomocy witaminy D. Komórki poprzez receptory odbierają różnorodne substancje zarówno wewnątrz, jak i w ścianach komórkowych.

Witamina D nosząca chemiczną formę: 25-hydroksycholekalcyferolu należy do witamin rozpuszczalnych w tłuszczach podobnie jak A, E oraz K. Najnowsze badania pokazują, że jest ona także spokrewniona chemicznie z hormonami płciowymi estradiolem, oraz testosteronem, a także z tymi wytwarzanymi przez tarczycę.

Wytworzona w wątrobie prowitamina D wiąże się z białkiem i jest transportowana przez układ krwionośny do naszego największego narządu – naszej skóry. Tam w rezultacie promieniowania ultrafioletowego wytwarzanego przez słońce powstaje kolejna substancja cholekalcyferol, który z pomocą tych samych białek wraca do naszej wątroby. Ta zaś tworzy bazę dla przemiany witaminy D dla całego organizmu w 25-hydroksycholekalcyferol (25-OH-D3), który dopiero w poszczególnych komórkach naszego ciała staje się kalcytriolem. Reaguje on w komórkach z opisanymi wcześniej receptorami witaminy D (VDR), które następnie różnymi drogami włączają się w przemianę komórkową i sterują niezliczoną ilością genów. Niepotrzebny już organizmowi kalcytriol jest dezaktywowany przez odpowiednie enzymy i wydalany w postaci kwasu kalcytriolowego.

W ostatnich latach badacze koncentrują się na kolejnych obszarach oddziaływania witaminy D na nasze organizmy. Chodzi mianowicie o jej wpływ na nasz układ immunologiczny, powstawanie guzów nowotworowych, chorób sercowo – naczyniowych, schorzeń związanych z ośrodkowym układem nerwowym.

Jak dużo witaminy D potrzebujemy?

Aby zapewnić sobie odpowiedni poziom witaminy D (czyli >30 ng/ml) konieczna jest codzienna podaż minimum 4000 IU. Matki karmiące potrzebują jej aż 6000 IU. W przypadku dzieci dzienna dawka wynosi 1000 IU na każde 12-15 kilogramów wagi ciała. Zasadniczo przedawkowanie witaminy D nie wiąże się z żadnymi skutkami ubocznymi. Aktualnie dzienny limit podaży przyjmuje się na poziomie 4000 IU, a wartość do 10 000 uważa się za bezpieczną. Jeśli chcemy określić poziom witaminy D w naszym ciele, to można to zrobić z pomocą testu laboratoryjnego. Jednakże z racji tego, że należy on do profilaktyki, jego koszt najczęściej będziemy musieli ponieść z własnej kieszeni.

Zasadniczo nasza skóra jest w stanie wytworzyć, tyle witaminy D ile jest nam potrzebne. Jednak na to ile jej rzeczywiście wytworzy, mają wpływ różnorakie czynniki a wśród nich np. położenie słońca i wiążąca się z nim szerokość geograficzna, w której najczęściej przebywamy, nasz wiek, kolor skóry oraz styl życia. No i ten ostatni punkt stanowi największy problem. Na wcześniejsze mamy znikomy wpływ.

Badania pokazują, że w krajach wysoko uprzemysłowionych niedobór witaminy D ma praktycznie każdy. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w miesiącach zimowych, kiedy zasadniczo światła słonecznego jest znacznie mniej. Co ciekawe nawet w rejonach, które na brak słońca nie narzekają jak Indie czy Floryda problem niedoboru witaminy D jest powszechny.

Od małych dzieci po osoby starsze wszyscy mamy ten problem. Szczególnie narażone są kobiety w ciąży, które przecież zaopatrują w witaminę D, de facto dwie osoby co w konsekwencji może prowadzić do dużych niedoborów i ich negatywnych następstw. Niestety w dużej mierze ponosimy odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Na potęgę stosujemy środki ochrony przeciwsłonecznej z uwagi na powszechny pogląd, że bez ochrony dostaniemy raka skóry.

Skąd pozyskiwać witaminę D?

Pożywienie

Zasadniczo z pozyskiwaniem witaminy D z pożywienia jest niewielki, aczkolwiek znaczący problem, gdyż jej warte zauważenia ilości zawiera właściwie tylko tran z wątroby ryb. Aby jednak przyjąć, w ten sposób całe dzienne zapotrzebowanie na witaminę D musielibyśmy wypić go 3-4 łyżki każdego dnia. Do tego dochodzą ostrzeżenia, które odradzają zbyt duże spożycie tranu. Jeśli chodzi, o inne produkty spożywcze zawierające witaminę D to są to ryby zimnowodne tj. np. łosoś, sardynki, tuńczyk, sok pomarańczowy, mleko, jaja. Jednak nie ma się co oszukiwać, są to ilości tak niewielkie, że zapewnienie sobie tymi produktami odpowiedniej ilości witaminy D jest praktycznie niemożliwe, bo kto z nas dziennie je 50 jaj!?

Kąpiele słoneczne

Skóra wystawiona na słońce jest i zawsze będzie najlepszym źródłem witaminy D. Co ciekawe skórę stosunkowo łatwo oszukać, bo jest jej bez różnicy czy promienie UVB pochodzą ze słońca, czy ze sztucznego światła. Ma to szczególnie duże znaczenie w miesiącach zimowych, kiedy można korzystać ze specjalnych lamp imitujących promienie słoneczne. Ważne jest jednak, byśmy regularnie wystawiali duże powierzchnie naszej skóry na dostatecznie silne promieniowanie UVB. Pojawia się więc naturalne pytanie, ile stanowi odpowiednia ilość?

Jeśli przyjmiemy wartości dla naszej szerokości geograficznej, to zasadniczo zaleca się, aby wystawiać na słońce trzy lub cztery razy w tygodniu na 15 minut ramiona, dłonie i twarz. Najlepiej robić to w południe, kiedy słońce operuje najbardziej. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że najwięcej nowotworów skóry (70%) dotyczy właśnie twarzy, zaleca się, aby podczas ekspozycji na słońce osłaniać ją kapeluszem lub czapką z daszkiem. Zamiast twarzy można wystawić na słońce np. nogi, które mają dużą powierzchnię i doskonale przyswoją słońce. Ogólnie rzecz biorąc, im więcej ciała wystawimy na słońce, tym lepiej. Umiarkowanie w kąpielach słonecznych to słowo klucz, o którym wielu zdaje się zapominać. A nasze obcowanie ze słońcem jest konieczne dla naszego zdrowia oraz dobrego samopoczucia.

Niestety w naszej szerokości geograficznej często mamy do czynienia z zachmurzeniem i wtedy to już bardziej zgadujemy ile czasu to odpowiednio dużo, kiedy niebo jest zasnute chmurami i słońce oczywiście operuje znacznie słabiej. Nadrabianie zaległości, kiedy jest pogodnie, też nie jest dobrym pomysłem, bo możemy sobie tylko zaszkodzić. Biorąc pod uwagę fakt, że po 20-30 minutach nasza skóra się zaczerwienia, co może w konsekwencji prowadzić do poparzenia słonecznego. Ponadto nie oszukujmy, się od listopada do marca niewiele w tej sprawie zdziałamy, bo słońce jest zbyt słabe, by, wytworzyć w naszej skórze witaminę D. Należy więc poszukać jakichś alternatywnych źródeł jej pozyskiwania.

Solarium

Wykorzystywane jest w nim bogate w energię promieniowanie UV. Należy jednak dozować je odpowiednio w profilaktyczny sposób, a nie z powodów estetycznych. Wtedy takie postępowanie ma jakikolwiek sens. W niektórych salonach możemy sprawdzić typ swojej skóry i dokonać pomiaru pigmentacji. Na tej podstawie policzymy, ile czasu możemy bezpiecznie spędzić w solarium bez ryzyka poparzenia słonecznego. Ponieważ to właśnie ono zwiększa prawdopodobieństwo powstania nowotworu skóry.

Suplementacja

Na rynku dostępnych jest wiele suplementów diety zawierających witaminę D. Zasadniczo różnią się tylko jej dawką oraz ewentualnymi dodatkami. Najlepiej najpierw zrobić badanie, aby określić, jakie mamy ewentualne braki i na tej podstawie dobrać suplement o odpowiedniej dawce witaminy D. Warto przed rozpoczęciem zażywania preparatu skonsultować się z lekarzem. Możemy suplementować się regularnie lub przy dużych niedoborach zastosować tzw. krótkoterminowe nasycenie. Wszystko zasadniczo zależy od tego, w jakim stopniu brakuje nam hormonu słonecznego.